Od początku pracy na samozatrudnieniu moją największą bolączką było wzięcie „urlopu”. Zapewne już wiesz, że płatne urlopy związane są tylko i wyłącznie z etatem. Zarówno przedsiębiorców, jak i pracowników zatrudnionych na podstawie innych umów urlopy nie dotyczą. Jeżeli Twoje wynagrodzenie opiera się o stawkę godzinową, to: pracujesz == zarabiasz, nie pracujesz == nie zarabiasz.

Część firm oferujących kontrakty stara się wychodzić temu naprzeciw i albo tak formułuje umowy, żeby określona liczba dni wolnych była „wliczona” w stawkę godzinową, albo załatwia to „pod stołem”. W Sii sprawa jest prosta i IMHO jak najbardziej fair: negocjujesz sobie taką stawkę, która Cię zadowala i wystarcza na pokrycie wolnego, ale samemu musisz się o to zatroszczyć. Niestety łatwiej powiedzieć niż zrobić. W praktyce, na początku cały czas gdzieś z tyłu głowy błąkała się myśl, że jak wezmę wolne, to nie zarobię tych XYZ złotych za dany dzień. Sytuacja szczególnie trudna, kiedy wcześniej pracowało się wyłącznie na etacie. Z biegiem czasu wypracowałem sobie system, który pozwolił mi to wszystko ogarnąć i dziś chciałbym się nim z Tobą podzielić.

Cykl artykułów "Samozatrudnienie - blaski i cienie"

Ten wpis jest częścią cyklu, w którym staram się rozwiać wszelkie wątpliwości na temat samozatrudnienia. Poszczególne artykuły są od siebie niezależne i możesz je czytać osobno, jednak przeczytanie wszystkich dostarczy Ci pakiet kompleksowej wiedzy.

  1. netto vs brutto
  2. Jak przejść na samozatrudnienie i nie dostać wrzodów żołądka?
  3. Kiedy opłaca się przejść z etatu na samozatrudnienie?
  4. Starcie z pierwszym kontraktem
  5. Co wynika z jednoczesnego prowadzenia działalności i pracy na etacie?
  6. Jak zapewnić sobie godną emeryturę bez ZUS?
  7. Konsekwencje przejścia z etatu na samozatrudnienie w tej samej firmie
  8. Jak poradzić sobie z bezpłatnym „urlopem” na samozatrudnieniu?

samozatrudnienie != etat

Pierwszą sprawą jest zrozumienie, że samozatrudnienie to nie jest etat. Jeżeli stawiasz sobie za cel wyrobienie „etatowych” 40 godzin w tygodniu, to pamiętaj, że nikt Cię nie zmusza do siedzenia przed komputerem od poniedziałku do piątku, od ósmej do szesnastej (czy jakkolwiek inaczej). Tydzień nie od dziś ma 7 dni (168 godzin) i warto to sobie uświadomić prędzej niż później. Jeżeli mamy coś do załatwienia w ciągu dnia, kiedy normalnie pracujemy, możemy śmiało wyjść i to załatwić, a brakujące godziny dopracować wieczorem lub w weekend. Spróbuj! Sprawdź czy coś się stanie. Równie dobrze możesz domyślnie pracować przez 6 dni w tygodniu. Opcji jest wiele. Co więcej pracując jako programista, w niektórych firmach da się uzgodnić podobne zasady również na etacie.

Reasumując: do załatwienia spraw, które nie wymagają od Ciebie poświęcenia całej doby wcale nie musisz brać dnia wolnego. Wystarczy, że odpowiednio się przeorganizujesz i zaczniesz pracować bardziej elastycznie. Polecam jednak rozwagę i umiarkowanie, żeby nie popaść ze skrajności w skrajność. Organizacja i nawyki są tu kluczowe. Domyślnie powinniśmy mieć określone przedziały czasowe, w których pracujemy i się ich trzymać, a „skoki w bok” powinny być sporadyczne. Jeżeli codziennie mamy jakąś aktywność, która przerywa nam pracę o godzinie 12, np. siłownia, basen, czy spacer z dzieckiem, to zorganizujmy sobie pracę w dwóch blokach czasowych. Może to być na przykład 7:30-11:30 i 14:30-18:30. Ważne, żeby wyrobić sobie swój własny plan i starać się go trzymać. Plan jest ważny. Patrząc na siebie widzę, że najgorsze samopoczucie mam w te dni, kiedy plan mi się rozłazi.

PS. Wiem, że nie jestem sam. Prawda, Marcin? 🙂

Podoba Ci się ten wpis?

Rzuć okiem na mój profil na Patronite.

samozatrudnienie := etat

Trick z rozkładaniem 40 godzin pracy na 168 dni tygodnia może być przydatny „na co dzień”. Staje się jednak bezużyteczny, kiedy chcielibyśmy wziąć sobie miesięczny, dwutygodniowy, czy nawet tygodniowy urlop. Jak sobie z tym poradzić? Zdradzę Ci system, który „u mnie działa” 🙂

Problem

Na początku, tuż po przejściu z etatu, podchodziłem do tego tematu zupełnie źle. Kiedy przychodziła faktura z głównego kontraktu, to odkładałem z niej kasę na VAT, 18% kwoty netto na podatek dochodowy, na ZUS i na koszty stałe (np. księgowość). Całą resztę przekazywałem do zagospodarowania w ramach budżetu domowego. Co było w tym złego? Przecież wygląda w porządku…

Dwie sprawy. Po pierwsze, na koncie firmowym nie zostawało nic. Po drugie, na konto domowe wpływała za każdym razem inna kwota, co przysparzało kłopotów przy jej zagospodarowaniu i planowaniu wydatków. Dodatkowo, ze względu na rozliczenie godzinowe, każde wzięcie wolnego w kolejnym miesiącu powodowało konieczność reorganizacji planów finansowych. Rękami i nogami się przed tym broniłem, żeby nie musieć reorganizować wydatków.

Rozwiązanie

Zacząłem traktować moją jednoosobową działalność gospodarczą jak firmę, w której pracuję na etacie. Na podstawie poprzednich miesięcy wyliczyłem sobie średniomiesięczny dochód. Jak? Podobnie jak powyżej. Dla każdego miesiąca poodejmowałem pieniądze na VAT, PIT, ZUS i księgowość, a z tego co zostało zrobiłem średnią. Od wynikowej kwoty obliczyłem 80%. Zobaczyłem jaka to jest kwota i jeszcze nieco zaokrągliłem ją w dół. To jest teraz moja pensja, którą co miesiąc przelewam z firmy na konto domowe.

Przykład: powiedzmy, że na po odjęciu wszystkich zobowiązań (VAT, PIT, ZUS i księgowość) średnio co miesiąc zostaje nam 10375,34 zł. 80% tej kwoty to 8300,27 zł. Zaokrąglijmy to w dół do 8000,00 złotych. Mamy to! Oto nasza pensja. Zlecenie stałe z konta firmowego na konto domowe i możemy o wszystkim innym zapomnieć.

W czym to mi pomogło?

Przede wszystkim wiemy z żoną, że co miesiąc mamy do dyspozycji stałą kwotę, która nie będzie zależna od dni wolnych. Dodatkowo na koncie firmowym, po opłaceniu kosztów stałych, pozostaje ponad 20% dochodu, które przeznaczam na pokrycie zmiennych kosztów firmowych oraz dni wolnych. Dzięki temu, jeżeli wszystko idzie zgodnie z planem, to co 4 miesiące mógłbym brać około miesiąc wolnego i nie wpływałoby to w najmniejszym stopniu na comiesięczną „pensję”, bo ta finansowana jest z rezerwy firmowej.

Najlepsze jest to, że taki system może wdrożyć każdy, dowolnie modyfikując wejściowe parametry w zależności od własnej sytuacji i potrzeb. Zorganizować można również „podwyżki”, gdy nasza firma zacznie zarabiać więcej, oraz „premie” od jakichś dodatkowych, mniej spodziewanych zleceń.

Podsumowanie

To tyle. Tylko tyle i aż tyle. Te dwa tricki i zmiany podejścia pozwoliły mi naprawdę wyluzować. Polecam spróbować. Powyższe rozwiązania mogą pomóc nie tylko w braniu wolnego, ale również w ogarnięciu domowych finansów w ogóle.

PS. Inspirację do drugiego z nich znalazłem w polecanym przeze mnie wcześniej Finansowym Ninja. Polecam ponownie, bo to nie jedyna warta przetestowania rzecz z tej książki.

PPS. Do rozdzielania finansów firmowych od domowych używam konta w mBanku, w którym łatwo można założyć kilka odrębnych rachunków i żonglować pomiędzy nimi. Jeżeli preferujesz inny bank lub chcesz mieć bardziej odseparowane finanse, to zachęcam do rzucenia okiem na aktualne rankingi kont firmowychosobistych.

Bądź na bieżąco!

Podobają Ci się treści publikowane na moim blogu? Nie chcesz niczego pominąć? Zachęcam Cię do subskrybowania kanału RSS, polubienia fanpage na Facebooku, zapisania się na listę mailingową:




Uwaga! Jeżeli w ciągu 24-godzin od zapisania się na listę mailingową nie otrzymasz wybranego przez siebie prezentu to skontaktuj się ze mną.

Zgoda? Zapisując się do newslettera wyrażasz zgodę na przesyłanie Ci starannie wyselekcjonowanych informacji marketingowych. Powyższe dane są przechowywane w systemie MailChimp i nie są udostępniane nikomu więcej.

lub śledzenia mnie na Twitterze. Generalnie polecam wykonanie wszystkich tych czynności, bo często zdarza się tak, że daną treść wrzucam tylko w jedno miejsce. Zawsze możesz zrobić to na próbę, a jeśli Ci się nie spodoba – zrezygnować :)

Chcesz więcej? W takim razie zapraszam Cię do dołączenia do powiązanych grup na Facebooku, gdzie znajdziesz dodatkowe informacje na poruszane tutaj tematy, możesz podzielić się własnymi doświadczeniami i przemyśleniami, a przede wszystkim poznasz ludzi interesujących się tą samą tematyką co Ty.

W grupie Programista Na Swoim znajdziesz wiele doświadczonych osób chętnych do porozmawiania na tematy krążące wokół samozatrudnienia i prowadzenia programistycznej działalności gospodarczej. Vademecum Juniora przeznaczone jest zaś do wymiany wiedzy i doświadczeń na temat życia, kariery i problemów (niekoniecznie młodego) programisty.

1 000 000 zł

Milion złotych. Tak, milion złotych. Milion złotych to cel, który sobie postawiłem jakiś czas temu. Chcę zarobić milion złotych na tym blogu. Do tej pory zebrało się 37 102,41 zł, więc jak widzisz jest już co pokazać, ale do celu nadal sporo brakuje. Jeszcze nie wiem do końca jak, ale to zrobię. Na pewno nigdy nie będę pobierał żadnych opłat za dostęp do treści, bo tymi chcę się po prostu dzielić.

Wysoko ponad ten milion stawiam na szerzenie wiedzy i dotarcie do jak największej liczby osób. I tu mam prośbę do Ciebie: jeśli uważasz, ten artykuł za wartościowy, to udostępnij go proszę swoim znajomym. Przy lewej lub dolnej (na małych wyświetlaczach) krawędzi ekranu znajdziesz przyciski, które Ci to ułatwią. Jeżeli ich nie widzisz, to najprawdopodobniej zostały zablokowane przez Twój program do blokowania reklam. Niezależnie od tego, czy prześlesz ten wpis dalej, czy nie, to ja i tak dziękuję Ci serdecznie za doczytanie do tego miejsca! Do przeczytania niebawem.

PS. Jeśli mój blog przypadł Ci do gustu tak bardzo, że chciał(a)byś mi się w jakiś sposób odwdzięczyć, to mam dla Ciebie kilka ciekawych propozycji, z których możesz skorzystać. Szczególnie gorąco zachęcam do wsparcia poprzez serwis Patronite, ale jeżeli zdecydujesz się na którąkolwiek z wymienionych opcji, to serdecznie Ci za to DZIĘKUJĘ!

Picture Credits
Tribute to Patrons