Programista Na Swoim nie jest moim pierwszym przejawem twórczości internetowej. Wcześniej już kilkukrotnie próbowałem prowadzić bloga. Za każdym razem z mizernym rezultatem. Dzisiaj zdradzę Ci sekret i opowiem dlaczego tym razem stało się inaczej. Chciałbym również zachęcić Ciebie do spróbowania swoich sił w blogowaniu i dlatego postaram się rozwiać wszelkie wątpliwości, które sam miałem, zanim wystartowałem z tym blogiem.

Dla kogo pisać?

Przed opublikowaniem pierwszego artykułu musisz odpowiedzieć sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: dla kogo chcesz pisać? I nie chodzi mi tu tylko o grupę docelową czytelników Twojego bloga. Zanim dojdziesz do wyboru grupy docelowej zastanów się czy w ogóle chcesz pisać dla innych, czy tylko dla… siebie.

Chociaż może się to wydawać dziwne, to blogujący programiści dzielą się na dwie grupy. Pierwszą z nich są osoby, dla których blogowanie jest formą codziennego brain dumpa, a blog traktują jako miejsce notatek. Formowanie się grupy czytelników i pojawianie się pytań traktują jako efekt uboczny. Druga grupa, to osoby z założenia dzielące się swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami pod kątem edukowania innych. Ja zaliczam siebie do tej drugiej grupy – piszę dla Ciebie starając się przekazywać wiedzę, którą zebrałem przez ostanie lata. Dalsza część artykułu przedstawia właśnie punkt widzenia osoby, która bloguje, żeby rozwiązywać problemy innych i głównie do tych osób jest kierowana.

Niezależnie od wyboru sposobu prowadzenia bloga, polecam Ci zainteresować się serwisem JVM Bloggers. Jest to agregator wpisów publikowanych na blogach polskich programistów JVM (ale nie tylko) i jak wspomniałem w podsumowaniu roku było to jedno z głównych źródeł odwiedzin mojego bloga w początkowej fazie jego istnienia. Jeśli chcesz, żeby wpisy z Twojego bloga również pojawiały się w serwisie JVM Bloggers, to wystarczy, że przygotujesz odpowiedni pull request 🙂

Zawsze jest miejsce na dobrą treść

Wielu aspirujących blogerów (i innych twórców internetowych) natrafia na wewnętrzny opór, który powstrzymuje ich przed rozpoczęciem publikowania własnych treści. W głowie kołaczą się myśli: „Przecież w internecie już wszystko jest.”, „Nie potrzeba kolejnego bloga o tematyce XYZ.”, „Jest już cała masa świetnych materiałów na temat XYZ.”, „Nikt nie będzie czytał kolejnego bloga na temat XYZ.” itp., itd. Nic bardziej mylnego. Faktycznie, internet jest pełen ciekawych i inspirujących treści, a z każdą minutą przybywa kolejnych. No właśnie… z każdą minutą przybywa kolejnych… czyli jednak ktoś coś dorzuca i znajdują się chętni na konsumpcję zupełnie nowych treści i autorów 🙂

Prawda jest taka, że na dobrą treść w internecie zawsze znajdzie się miejsce. Rozważmy to na przykładzie. W internecie roi się od kursów programowania dla początkujących. Przybierają różne formy: od tekstowych, poprzez wideo, aż po interaktywne. I tak naprawdę nie liczy się unikalność tematyki, bo wszystkie podejmują ten sam problem – naukę programowania. To ich wykonanie ma znaczenie. Ważne jest to w jaki sposób dostarczają wiedzę odbiorcom. I nie chodzi tu o formę przekazu. Równie pomocna może okazać się seria wpisów na blogu, jak i kurs wideo na YouTubie. Subiektywne podejście i zaangażowanie autora jest w tym miejscu kluczowe. Jeśli faktycznie chcesz dzielić się wiedzą i postarasz się to pokazać swoją pracą, to na 100% znajdziesz rzeszę stałych odbiorców. Ludzie będą chcieli poznać Twój punkt widzenia. A w najgorszym wypadku ograniczy się ona do Twoich rodziców, partnera i rodzeństwa 😉

Nie musisz być ekspertem

Inną barierą jaką sami przed sobą stawiamy, jest uważanie, że musimy być ekspertem w jakiejś dziedzinie, żeby móc dzielić się swoją wiedzą z innymi. Kolejna byzydura! 🙂 Wystarczy wiedzieć trochę więcej niż inni. Zawsze znajdzie się ktoś, kto mimo dużego doświadczenia nie słyszał o czymś, o czym akurat my wiemy.

W tym miejscu nachodzi nas jeszcze jedna błędna myśl: „Ale co ja tam wiem? Przecież to wszystko jest proste i oczywiste. Jest jeszcze ktoś kto tego nie wie?”. Natrafiliśmy właśnie na klątwę wiedzy:

Ciężko jest na bowiem uświadomić sobie ile tak naprawdę wiemy, nie zdając sobie sprawy, że inni mogą tego nie wiedzieć. Czasami fajnie to widać kiedy programuje się w parach. W momencie gdy siadamy do wspólnego kodowania i druga osoba obserwuje nasze działania okazuje się, że wyłącznie poprzez przyglądanie się jest w stanie podpatrzeć nowe techniki, narzędzia, czy podejścia do pracy, które dla nas są tak naturalne, że nawet nie przyszłoby nam do głowy, że ktoś może ich nie znać.

Stajesz się ekspertem (podobno)

Kiedy zaczynasz dzielić się wiedzą w internecie i skupiasz się przy tym wokół zawężonego tematu, to krok po kroku, w oczach osób obserwujących Twoje poczytania, stajesz się ekspertem w danej dziedzinie. Jeśli „ekspert” to dla Ciebie zbyt duże słowo to możesz to sobie nazywać „osobą, która zapewne zna odpowiedź na pytanie XYZ, albo przynajmniej wie gdzie szukać informacji na dany temat”.

Nawet jeśli będziesz się mocno opierał(a) przed przypięciem Ci etykietki eksperta, to regularne, sumienne blogowanie (czy też inna forma publikowania treści) sprawi, że swoją wiedzę będziesz faktycznie pogłębiał(a). Na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że research i przygotowanie artykułu w temacie związanym z działalnością gospodarczą zajmuję mi bardzo dużo czasu. Mimo, że ogólnie orientuję się w danym zagadnieniu i część spraw znam z doświadczenia, to wiem również, że nie jest to jedyna słuszna droga. Poza tym poszczególne przepisy zmieniają się tak często, że nie chcąc pisać głupot muszę się w nie solidnie zagłębić. Wszystko to sprawia, że „przy okazji” dowiaduję się o wielu nowych, ciekawych rozwiązaniach, które sam mogę zastosować.

Ciekawym przykładem jest również wpis mojego kolegi Pawła, który powstał całkowicie „przez przypadek” 😉 Kiedy zabierał się za tworzenie wpisu na zupełnie inny temat i przygotowywał testowy kod źródłowy, trafił na nieznane mu zachowanie opisane właśnie we wspomnianym wpisie.

Nie musi być idealnie

Wiele osób, szczególnie perfekcjonistów, ma problem z publikowaniem treści w internecie. Tkwią w przekonaniu, że nie mogą pokazać nikomu swojej pracy, bo jej rezultat jeszcze ich nie satysfakcjonuje. Problem w tym, że… myślą tak cały czas. Finalnie dochodzi to tego, że nie publikują wcale.

Tu trzeba przyjąć postawę „done is better than perfect”, bo inaczej nie zajedzie się zbyt daleko. Źle postawione przecinki lub drobne literówki są naprawdę akceptowalne przez czytelnika. Na blogu wszystko można poprawić już po publikacji. Dopóki tekst da się przeczytać i nie będziesz pisać głupot, to czytelnicy bez problemu przymkną na to oko, a Ci bardziej życzliwi po cichu nawet podpowiedzą, że tu i ówdzie jest drobny błąd. Prawda, Samu? 😉

Skąd czerpać pomysły na wpisy?

„No dobrze, ale o czym miał(a)bym pisać?” – możesz teraz zapytać. Tego to ja Ci niestety nie powiem 🙂 Tematykę musisz określić sobie samodzielnie. Ja opowiem Ci tylko to co sprawdziło się w moim przypadku. Na początku na pewno warto ustalić sobie jakiś główny nurt, wokół którego skupiać się będzie tematyka bloga. U mnie była to praca jako samozatrudniony programista i prowadzenie jednoosobowej działalności z tym związanej. Zarysowanie „kręgosłupa” bloga pomoże Ci myśleć o nim jak o spójnej całości. Będziesz mieć wrażenie, że jest to coś więcej niż tylko zlepek pojedynczych artykułów. To jest coś, co spowodowało, że od ponad roku regularnie publikuję kolejne wpisy. Wcześniej już kilkukrotnie próbowałem blogować. Niestety mimo opisywania własnych doświadczeń było to raczej pisanie o wszystkim i o niczym.

Z doświadczenia wiem, że trzymając się początkowego kierunku przyjdzie Ci z czasem cała masa pomysłów na artykuły w zbliżonych obszarach. U mnie były to najpierw kwestie organizacji miejsca pracy, potem pracy zdalnej, rzemiosła programistycznego, kulisów blogowania, a ostatecznie zdecydowałem się na kilka tematów freestylowych.

Z biegiem czasu, mając z tyłu głowy tematykę bloga, zaczniesz znajdować wokół siebie tematy idealnie nadające się do podzielenia się z innymi. Patrząc na mnie, przykładem może być wpis na temat przydatności numeru VAT UE i rejestracji w systemie VIES. Wiedziałem, że chcę opublikować case study bazujące na moim przypadku zanim jeszcze sam rozwiązałem problem 🙂

Przy odrobinie szczęścia dojdziesz do momentu, w którym Twoi czytelnicy sami będą podpytywali Cię o Twoje zdanie/doświadczenie w konkretnym temacie. Przykład? Artykuł o sposobach na pracę zdalną zainspirowany komentarzem Dawida.

Jeżeli powyższa argumentacja nadal do Ciebie nie przemawia, to pomyśl sobie, że na mojej liście potencjalnych tematów na wpisy jest obecnie 108 pozycji 🙂 I powiem Ci, że wcale ich nie ubywa – niewielka ilość czasu powoduje, że zanim napiszę jeden artykuł, to przynajmniej jeden pomysł wpada mi do głowy 😉

Hejt da się ogarnąć

Część osób nie chce dzielić się nie tylko swoją wiedzą, ale także własnym zdaniem w internecie, bo boi się bycia ocenianym. Patrząc na jakość komentarzy na wielu popularnych portalach to nie ma się czemu dziwić. Można sobie pomyśleć, że tak jest wszędzie i że na naszym własnym blogu też pojawią się tacy Janusze znający się lepiej na wszystkim. I o ile konstruktywna krytyka jest zawsze mile widziana, to hejt nie może być akceptowany.

Nie ma się jednak czego bać i rezygnować na starcie tylko z tego powodu. Przez ponad rok blogowania nie spotkałem się z żadnym dotykającym mnie komentarzem na temat tego co tu publikuję. Prawdą jest, że ja nie działam na bardzo dużą skalę i przy większym ruchu zwiększa się prawdopodobieństwo pojawienia tego typu komentarzy. Pamiętaj jednak, że niezależnie od skali, Twój blog to Twoje podwórko, a na Twoim podwórku panują Twoje zasady. Nie miej więc skrupułów przy usuwaniu niechcianych komentarzy oraz banowaniu Januszów komentowania, jeżeli sytuacja się powtarza.

Prawdopodobnie przez bardzo długi czas, a być może nigdy nie spotka Cię fala dojmującej krytyki. Odruch większości osób, którym nie spodoba się Twoja treść będzie taki, że po prostu nie wrócą na Twój blog, a Ty nawet nie będziesz o tym wiedział(a) 😉

Chcesz móc częściej czytać tego typu artykuły?

Teraz masz na to większy wpływ niż kiedykolwiek! Wejdź na portal Patronite i wesprzyj to co robię.

Żeby dowiedzieć się szczegółów zapoznaj się z tym artykułem.

Satysfakcja gwarantowana

Mimo tego, że ja nie obawiam się hejtu, to przed publikacją większości artykułów dopada mnie mały stres i nieco wątpliwości. W głowie kołaczą się myśli: „Czy nie napisałem głupot?”, „Czy warto to publikować?”, „Może to są ‚oczywiste oczywistości’ i każdy to już wie?”. Po publikacji czekam z niecierpliwością na pierwsze komentarze. A kiedy wśród nich znajdzie się chociaż jeden wskazujący na to, że wpis komuś pomógł, to od razu ciśnienie opada i okazuje się, że było warto 🙂 To naprawdę daje pozytywnego kopa do dalszego działania. Wspominałem zresztą już o tym w podsumowaniu roku.

Fajnym efektem ubocznym, którego zupełnie się nie spodziewałem, jest napływ wielu pomysłów na różne dodatkowe działania, nie związane bezpośrednio z blogiem. Wszystko dzięki trafianiu na ciekawe źródła podczas przygotowania artykułów, czytaniu wielu inspirujących komentarzy, wymianie doświadczeń z mniej lub bardziej znanymi mi czytelnikami. Również dzięki Tobie 🙂

Moja mała rada: jeżeli zdecydujesz się wystartować z blogiem, to polecam Ci w pierwszej kolejności podłączyć monitorowanie ruchu na stronie (poprzez Google Analytics lub coś podobnego). Podpatrywanie statystyk i przekonanie się, że jednak ktoś mnie czyta (a przynajmniej otwiera strony 😉 ) jest również fajnym motywatorem.

Nie musisz pisać

To że uważasz, że pisanie/blogowanie nie jest dla Ciebie i nie czujesz się w tym mocn[a|y], nie jest wystarczającym argumentem, żeby nie dzielić się wiedzą w internecie. Niecały miesiąc temu opublikowałem artykuł o tym, że książki nie są jedynym źródłem wiedzy. Wspomniałem tam między innymi o podcastach, czy vlogach. W czasach wszechogarniającej nas technologii formaty audio i wideo są bardzo ciekawymi alternatywy dla blogowania. Okazują się również znacznie mniej wymagające w odbiorze, a często i w tworzeniu.

Forma pisana jest najbardziej wymagająca zarówno dla twórcy jak i odbiorcy treści. Napisanie tekstu zabiera znacznie więcej czasu niż nagranie tego samego materiału w postaci audio. Szczególnie, jeśli nie masz możliwości przysiąść i napisać cały artykułu za jednym razem. Wystarczy spojrzeć na ten artykuł. Ze względu na różne inne obowiązki na jego pisanie mogłem poświęcić maksymalnie 15-30 minut dziennie i to nie codziennie. I w efekcie tego sam tekst powstawał w około miesiąc(!), a jak się na niego spojrzy, to ilość treści wcale na to nie wskazuje. Podejrzewam, że gdybym tworzył podcast, to całość nagrałbym w mniej niż godzinę, a finalny materiał byłby krótszy niż 10 minut 😉

Konsumpcja treści pisanej również wymaga większego wysiłku. Trzeba znaleźć chwilę, żeby przysiąść i przeczytać co autor miał nam do przekazania. Praktycznie nie da się w tym czasie robić czegokolwiek innego. Jest to zupełne przeciwieństwo formy audio, która idealnie nadaje się do konsumowania w trakcie wykonywania mniej absorbujących czynności jak na przykład bieganie, prowadzenie samochodu, mycie naczyń, czy sprzątanie. Małym paradoksem jest fakt, że osobiście (przynajmniej ostatnio) preferuję właśnie formę audio (ewentualnie wideo) mimo tego, że sam prowadzę bloga 🙂

Mogłoby się wydawać, że blogowanie jest „najtańszą” formą dzielenia się wiedzą, bo nie wymaga żadnego dodatkowego sprzętu, a sam blog można umieścić w jednym z wielu darmowych serwisów. Nic bardziej mylnego. Jeżeli posiadasz średniej klasy smartfona, to masz wszystko, żeby zacząć nagrywać podcast, czy prowadzić vloga. Nie wierzysz? Nie muszę daleko szukać, żeby Cię przekonać 🙂 Wspomniany przeze mnie Maciej Aniserowicz nagrywa vloga przy pomocy iPhone’a SE, a Marek Jankowski w jednym z odcinków podcastu Mała Wielka Firma podpowiadał jak zacząć nagrywać podcast zupełnie za darmo. Wystarczy tylko trochę chęci i samozaparcia 🙂

Epilog

Jestem bardzo ciekaw czy mój dzisiejszy artykuł spowodował, że chociaż przez chwilę w Twojej głowie pojawiła się myśl: „Dobra, jutro zakładam bloga!” 🙂 Chętnie przeczytam o tym w komentarzach. A jeżeli faktycznie wystartujesz z własnym blogiem i będziesz regularnie pisać przez co najmniej przez pół roku to możesz liczyć na to, że napiszę o Twoim blogu w odrębnym wpisie. Podejmiesz wyzwanie? 😉

Bądź na bieżąco!

Podobają Ci się treści publikowane na moim blogu? Nie chcesz niczego pominąć? Zachęcam Cię do subskrybowania kanału RSS, polubienia fanpage na Facebooku, zapisania się na listę mailingową (spokojnie, nie rozsyłam spamu):



Uwaga: Jeżeli w ciągu 24-godzin od zapisania się na listę mailingową nie otrzymasz wybranego przez siebie prezentu to skontaktuj się ze mną.

lub śledzenia mnie na Twitterze. Generalnie polecam wykonanie wszystkich tych czynności, bo często zdarza się tak, że daną treść wrzucam tylko w jedno miejsce. Zawsze możesz zrobić to na próbę, a jeśli Ci się nie spodoba – zrezygnować :)

Chcesz więcej? W takim razie zapraszam Cię do dołączenia do powiązanych grup na Facebooku, gdzie znajdziesz dodatkowe informacje na poruszane tutaj tematy, możesz podzielić się własnymi doświadczeniami i przemyśleniami, a przede wszystkim poznasz ludzi interesujących się tą samą tematyką co Ty.

W grupie Programista Na Swoim znajdziesz wiele doświadczonych osób chętnych do porozmawiania na tematy krążące wokół samozatrudnienia i prowadzenia programistycznej działalności gospodarczej. Vademecum Juniora przeznaczone jest zaś do wymiany wiedzy i doświadczeń na temat życia, kariery i problemów (nie koniecznie młodego) programisty.

1 000 000 zł

Milion złotych. Tak, milion złotych. Milion złotych to cel, który sobie postawiłem jakiś czas temu. Chcę zarobić milion złotych na tym blogu. Do tej pory zebrało się 12 820,52 zł, więc jak widzisz jest już co pokazać, ale do celu nadal sporo brakuje. Jeszcze nie wiem do końca jak, ale to zrobię. Na pewno nigdy nie będę pobierał żadnych opłat za dostęp do treści, bo tymi chcę się po prostu dzielić.

Wysoko ponad ten milion stawiam na szerzenie wiedzy i dotarcie do jak największej liczby osób. I tu mam prośbę do Ciebie: jeśli uważasz, ten artykuł za wartościowy, to udostępnij go proszę swoim znajomym. Przy lewej lub dolnej (na małych wyświetlaczach) krawędzi ekranu znajdziesz przyciski, które Ci to ułatwią. Jeżeli ich nie widzisz, to najprawdopodobniej zostały zablokowane przez Twój program do blokowania reklam. Niezależnie od tego, czy prześlesz ten wpis dalej, czy nie, to ja i tak dziękuję Ci serdecznie za doczytanie do tego miejsca! Do przeczytania niebawem.

PS. Jeśli mój blog przypadł Ci do gustu tak bardzo, że chciał(a)byś mi się w jakiś sposób odwdzięczyć, to mam dla Ciebie kilka ciekawych propozycji, z których możesz skorzystać. Szczególnie gorąco zachęcam do wsparcia poprzez serwis Patronite, ale jeżeli zdecydujesz się na którąkolwiek z wymienionych opcji, to serdecznie Ci za to DZIĘKUJĘ!

Picture Credits