Pomysł na ten artykuł wisiał w moim notatniku długie miesiące. Kiedy jednak w końcu zabrałem się za jego pisanie zacząłem zastanawiać się, czy jest jeszcze sens? Czy w obecnym świecie trzeba jeszcze przekonywać do nauki języka angielskiego, czy języków obcych w ogóle? Obecnie na zajęcia z języka angielskiego można zapisywać już w wieku przedszkolnym. Niedługo dojdzie do tego, że przesuniemy ten próg gdzieś w okolicę okresu prenatalnego.

Ja jednak jestem tak stary, że kiedy rozpoczynałem swoją edukację szkolną, to z Polski dopiero wyjeżdżały ostatnie wojska sowieckie|radzieckie|rosyjskie (niepotrzebne skreślić). „Wyrównywanie szans” pomiędzy dziećmi ze wsi i miast też nie idzie wszędzie w takim samym tempie. A więc jeżeli nawet nie trzeba nikogo przekonywać, że angielskiego uczyć się warto, to dobrze jest pokazać co, gdzie i jak można robić, żeby swój angielski usprawniać. I to właśnie teraz postaram się zrobić. Na swoim przykładzie.

Dodatkowo, wiem, że blog czytają nie tylko starzy programistyczni wyjadacze. Pojawiają się tu również młodzi adepci, którzy dopiero wchodzą lub myślą o wejściu do branży IT. To właśnie do nich skierowany jest cykl Vademecum Juniora. Dlatego też pokażę również, że chcącemu rozwijać się programiście angielski bardzo się przyda.

Dlaczego warto?

Obserwując różnego rodzaju fora, czy grupy dyskusyjne wielokrotnie widziałem pytania o to od jakiego języka powinien zacząć naukę początkujący programista. Pytającemu chodzi oczywiście o język programowania, ale wiele pojawiających się, nieco z przekąsem, odpowiedzi sprowadza się do jednego: „ucz się języka angielskiego!”. Dlaczego tak jest?

Jakoś tak się złożyło, że całe to programowanie swój największy rozkwit miało gdzieś na dalekich rubieżach Stanów Zjednoczonych. Spójrz tylko na dowolny, wiodący język programowania, a zobaczysz, że słowa kluczowe są właśnie po angielsku. Tak, wiodące języki programowania są po angielsku. Oprócz tego, w większości przypadków kod produkcyjny piszemy po angielsku, dokumentacja techniczna jest po angielsku, żeby wyjść globalnie z jakimś oprogramowaniem, tworzy się je po angielsku. Tak samo jest z książkami, czy wieloma innymi materiałami szkoleniowymi. Nawet Uncle Bob mówi po angielsku. Przypadek? Nie sądzę!

Źródeł wiedzy w języku angielskim jest tak ze trzysta dwadzieścia cztery tysiące pięćset trzydzieści dwa razy więcej niż w dowolnie wybranym innym języku na świecie. No może oprócz chińskiego, ale to jest zupełnie inna historia. Nie ma się temu zbytnio co dziwić. Jakoś tak wyszło, że angielski stał się językiem globalnym i każdy kto myśli o „going global” ze swoimi treściami, czy produktami automatycznie wypuszcza wszystko po angielsku.

Kolejnym profitem znajomości języka angielskiego jest możliwość pracowania dla zachodnich zleceniodawców, u których stawka godzinowa nadal co nieco przewyższa tę Polską. Ciekawostką jest fakt, że coraz częściej nie musimy nawet wyjeżdżać za granicę żeby to zrobić. Ja mam ogromną nadzieję, że ten trend cały czas będzie się rozszerzał.

BTW. Jeżeli znasz angielski na tyle dobrze, że Ci to wystarcza i ten wpis już Cię nudzi, to chciałbym, żebyś wyniósł jedno przesłanie: rozważ naukę języka chińskiego 🙂 O ile aktualnie na szczytach list najlepiej zarabiających firm technologicznych znajdują się głównie firmy wywodzące się z USA, to Chińczycy z roku na rok coraz bardziej depczą im po piętach. Wiele osób orientujących się w tym co dzieje się na styku biznesu i świata technologicznego uważa, że „zachód” powoli zaczyna się przesuwać właśnie do Chin i być może to właśnie jest kierunek, który warto zacząć badać.

Cykl artykułów "Vademecum Juniora"

Ten wpis jest częścią cyklu, w ramach którego opisuję moje doświadczenia i spostrzeżenia na temat programistycznego rzemiosła. Cykl jest dedykowany osobom rozpoczynającym swoją przygodę z zawodowym programowaniem lub planują taki krok w przyszłości.

Artykuły składające się na Vademecum Juniora zawierają różne porady, wskazówki i przykłady z pracy jako programista. Nie są one ani uporządkowane chronologicznie, ani mocno ze sobą powiązane. Możesz je więc czytać niezależnie od siebie i w dowolnej kolejności. Polecam jednak zapoznać się z treścią wszystkich wpisów, gdyż wierzę, że z każdego możesz dowiedzieć się czegoś wartościowego.

Rys historyczny

W teorii angielskiego uczę się od 1996 roku, czyli od czwartej klasy podstawówki. Jak ktoś na to spojrzy i zobaczy, że to już 22 lata, to może pomyśleć, że powinienem być już dwujęzyczny 😉 W praktyce wiecie jednak jak często wygląda nauka języka obcego w klasie składającej się z kilkunastu lub kilkudziesięciu osób. Nijak.

Nie pomagał też program nauczania oraz fakt, że z Polski dopiero co wyjechały wojska sojusznika ze wschodu. To właśnie rosyjski jeszcze przez kilka lat dominował w szkołach. Brakowało anglistów – sytuacja trudna do wyobrażenia w obecnych czasach. Kiedy nasza nauczycielka chorowała przez ponad semestr, to nie było jej kim zastąpić. Słaba powszechności angielskiego wpływała również to, że na każdym kolejnym etapie edukacji rozpoczynałem naukę od zera. Nie wszyscy bowiem mieli możliwość uczenia się go wcześniej. Angielski od zera w czwartej klasie podstawówki, gimnazjum i liceum spowodował, że na studiach również wpadłem do najmniej zaawansowanej grupy.

Później przyszła pierwsza praca, zderzenie z rzeczywistością i nadrabianie zaległości. I tu dochodzimy do momentu, w którym pokażę Ci w jaki sposób starałem się i staram owe zaległości nadrabiać.

Jak uczę się ja?

W różnych momentach wyglądało to różnie. Przez długi czas próbowałem korzystać tylko i wyłącznie z jednej, wybranej w danej chwili metody. Lektura książki Włam się do mózgu uświadomiła mi jednak, że efektywniej jest pobudzać mózg bodźcami różnego typu, zamiast tłuc go cały czas tym samym młotkiem. To doprowadziło mnie do miejsca, w którym jestem teraz, a to z czego obecnie korzystam opisuję poniżej.

SuperMemo

Przez bardzo długi czas jedyną czynnością jaką powtarzałem codziennie było korzystanie z kursów dostępnych w aplikacji SuperMemo. Program działa w ten sposób, że każdego dnia dostarcza nowe materiały z wybranych kursów i jednocześnie serwuje powtórki na podstawie poprawności naszych odpowiedzi z poprzednich dni. Przez długi czas starałem się uczyć systematycznie każdego dnia, a obecnie, w związku ze wspomnianym „mieszaniem bodźców”, korzystam z niego 2-3 razy w tygodniu. Zaczynałem od wersji desktopowej. Dziś używam aplikacji na Androida. Korzystam z dwóch kursów: Angielski. No problem!Extreme English (podstawowy i średni oraz zaawansowany i biegły).

Czytanie książek

Kolejnym krokiem było czytanie anglojęzycznych książek. W kolumnie po prawej stronie możesz zobaczyć wszystkie książki, które przeczytałem, aktualnie czytam lub planuję przeczytać. Jak widzisz kilka z nich, jest po angielsku. Jeżeli dobrze pamiętam, są to wyłącznie książki branżowe. Nie przypominam sobie, żebym przeczytał jakąś beletrystykę po angielsku… może pora i to nadrobić? W każdym razie, ze względu na powszechność języka angielskiego w programowaniu wiele technicznych terminów ciężko w ładny sposób przetłumaczyć na jezyk polski. Zamiast męczyć się z polskimi tłumaczeniami, robionymi najczęściej przez ludzi spoza branży, lepiej jest chwycić za anglojęzyczny oryginał. Wartością dodaną jest nauka czytania i poszerzanie słownictwa.

6 Minute English

Obecnie podcasty stają się coraz bardziej popularne. Nie tylko powstaje ich coraz więcej, ale i przybywa entuzjastów ich słuchania. Kilka lat temu, kiedy ja wkręcałem się w słuchanie, było nieco inaczej. Poszukując nowych podcastów, które mogłyby mnie zainteresować trafiłem na 6 Minute English tworzony przez BBC Learning English. Świetna sprawa! Idealny do osłuchiwania się z językiem angielskim w oparciu o specjalnie przygotowane informacje na temat bieżących wydarzeń. Wszystko w 6-minutowych odcinkach. Podcast nieprzerwanie od kilku lat znajduje się na mojej liście i na pewno szybko z niej nie zniknie.

BBC Learning English

Gdyby 6-minutowe odcinki okazały się dla Ciebie niewystarczające, to mam dobrą wiadomość. BBC Learning English oprócz wspomnianego podcastu publikuje znacznie więcej. Większość jest tworzona w formie wideo i dostępna m.in. na YouTubie. W repertuarze są treści skierowane na poszerzenie słownictwa, polepszenie wymowy, czy gramatyki. Do wyboru, do koloru. Ja osobiście wszystkiego nie oglądam, bo jest tego naprawdę dużo, ale mam kilka serii, które szczególnie przypadły mi do gustu.

Po Cudzemu

Jeżeli już jesteśmy przy YouTubie, to nie mogę nie wspomnieć innego kanału, na który trafiłem z rekomendacji w serwisie. Chodzi o serię Po Cudzemu autorstwa Arleny Witt. Przyznam szczerze, że nie było mi łatwo przekonać się do śmieszkowatego sposobu prowadzenia, ale poziom merytoryczny i przekazywana wartość cały czas trzymają mnie przy niej trzymają. Po Cudzemu skupia się w głównej mierze na nauce wymowy i poszerzaniu słownictwa. W nagraniach wykorzystywane są dialogi z filmów prezentujące jak dane zagadnienia wymawiają Brytyjczycy i Amerykanie.

Angielski z Szymonem

Kilka miesięcy temu dojrzałem do tego, żeby w końcu zabrać się za tę część języka angielskiego, która idzie mi najgorzej, czyli mówienie. Korepetytorów języka angielskiego można znaleźć na każdym rogu. Z dobrymi jest nieco gorzej, więc fajnie posiłkować się polecaniami. Ja miałem farta, bo akurat jeden ze znajomych polecał na Facebooku sprawdzonego przez siebie gościa. I za tym polecaniem poszedłem. Tak trafiłem na Angielski z Szymonem. To był strzał w dziesiątkę!

Nie będę tu nikogo namawiał do skorzystania z usług Szymona, bo prawda jest taka, że najlepiej przekonać się na własnej skórze, czy dany nauczyciel nam odpowiada, ale jeżeli jesteś z branży programistycznej (lub pokrewnych) to wybór Szymona będzie szczególnie trafny. Ma on bowiem doświadczenie m.in. dzięki wieloletniej pracy z kilkoma firmami działającymi wokół IT i nauczaniem ich pracowników. Co prawda nie jest osobą stricte techniczną, ale kuma o co kaman 😉 dzięki czemu lekcje (nie tylko) konwersacyjne mogą skupiać się na interesujących Cię tematach.

Szymon prowadzi również blog tematyczny, który śledzę, a całkiem niedawno wystartował z podcastem Kwadrans na angielski. Sprawne ogarnianie internetów jest jego dużym atutem. Bez problemu można umówić się na lekcje online bez wychodzenia z domu. Ja na przykład człowieka na oczy jeszcze nie widziałem (nie licząc Skype’a) 🙂

PS. Pamiętaj, że koszt nauki języka możesz traktować jako koszty uzyskania przychodu, o ile tylko masz ku temu podstawy.

Fiszki

Większość z Was zapewne wie czym są fiszki. Trudno nie wpaść na te małe karteczki, a przynajmniej na ich ideę, chociaż raz w życiu. Wstyd (albo nie) przyznać, że nigdy wcześniej z nich korzystałem. Po lekturze książki Włam się do mózgu i odkryciu, że odpowiednio użycie fiszek może przynosić bardzo satysfakcjonujące efekty postanowiłem dać im szansę. Na własnoręcznie wykonanych karteczkach zapisuję wszystkie słówa i zwroty, których niewiedza wypłynęła w trakcie konwersacji z Szymonem. Ciężko oceniać mi rezultaty, ale większość tak zapamiętanych wyrażeń mam cały czas w głowie. Zobaczymy tylko na jak długo 😉

Grama to nie drama

Pokłosiem natrafienia na kanał Po Cudzemu było kupno podręcznika Grama to nie drama stworzonego przez jego autorkę. Zakup miał początkowo charakter czysto dziękczynny, za dobrze wykonywaną robotę i dzielenie się swoją wiedzą zupełnie za darmo. Nie planowałem szybko zajrzeć do tej książki, no ale jak już była i się kupiła, to dlaczego by nie zajrzeć? Nie przerobiłem jej jeszcze całej. Nie przerobiłem nawet pierwszego tomu, ale mimo to mogę już co nieco o niej powiedzieć.

Grama to nie drama to całkiem udana próba przełożenia autorskiego sposobu nauczania znanego z YouTube’a. W odróżnieniu od Po Cudzemu, podręcznik kładzie jednak nacisk głównie na gramatykę. Docelowym uczniem jest ktoś taki jak ja: coś tam się tego angielskiego uczył, coś już wie, ale chciałbym usystematyzować gramatykę i mieć ją wyłożoną łopatologicznie. Po kilku pierwszych stronach postanowiłem, że przynajmniej raz w tygodniu będę zaglądał do podręcznika i przerabiał kolejne jego fragmenty.

Podoba Ci się ten wpis?

Rzuć okiem na mój profil na Patronite.

Czego jeszcze próbowałem?

Z wszystkich powyższych źródeł, w mniejszym lub większym stopniu, cały czas korzystam. Nie jest jednak tak, że trwam przy wszystkim czego się chwycę. W przeszłości próbowałem jeszcze kilku rzeczy, które z różnych powodów porzuciłem.

3WAY

Dobrych kilka lat temu, kiedy to pierwsze pieniądze z Unii Europejskiej płynęły do Polski szerokim strumieniem, był ogromny boom na tworzenie dofinansowywanych kursów, w których można było uczestniczyć zupełnie za darmo. Kursy były z różnych dziedzin, jednak szkoły językowe miały największe pole do popisu. Co tu dużo mówić. Szkoły powstawały od podstaw tylko w oparciu o dofinansowania. Z jednego z takich kursów skorzystałem i ja. Szkoła nazywała się 3WAY Dynamiczne Centrum Językowe. Powstała jeszcze przed boomem, cały czas istnieje i (chyba) ma się dobrze. Osobom poszukującym kursu językowego w pierwszej kolejności polecam Szymona, a w drugiej 3WAY. Z tym, że ta druga opcja wchodzi w grę tylko i wyłącznie na miejscu w Toruniu.

Duolingo

SuperMemo nie było jedyną aplikacją do nauki angielskiego jaką testowałem. Pamiętam, że przez chwilę próbowałem działać z Duolingo, ale było to w tak wczesnej fazie wejścia na polski rynek, że kursy, które były w nim dostępne startowały z zerowego poziomu, a ja nie byłem takimi zainteresowany. Drugiej szansy już nie dałem. Jakoś się nie złożło.

Lingbe

Zanim zdecydowałem się na lekcje konwersacji, przez pewien czas próbowałem korzystać z czegoś takiego jak Lingbe. Idea jest prosta: za pomaganie w nauce znanego Ci języka otrzymujesz punkty, które możesz przeznaczyć na naukę dowolnego innego języka, który chcesz poznać. Swego rodzaju społecznościowe uczenie się konwersacji. Po dwóch lub trzech miesiącach łudzenia się, że zabiorę się za to sensownie dałem sobie spokój.

Sama idea jest jak najbardziej OK. Nie jest jednak dla wszystkich. Przede wszystkim trzeba mieć możliwość i zapał do wygospodarowania na to czasu. Ja za każdym razem, kiedy miałem włączyć Lingbe, znajdowałem coś ważniejszego do zrobienia. Kiedy już się zebrałem, to brakowało mi pomysłu na tematy rozmów z zupełnie nieznaną mi osobą. Dodatkowo rozmowa z każdą nowo poznaną osobą skutkowała tym samym – zaczynaniem wszystkiego od początku (skąd jesteś, czym się zajmujesz, itp.). Jeżeli potrafisz pokonać te wszystkie „trudności”, spróbuj Lingbe lub czegoś podobnego. Jeśli nie, to zdecyduj się na konwersacje z nauczycielem i zrzuć to wszystko na niego 🙂

Czego chciałbym jeszcze spróbować?

Na liście TODO cały czas wisi jeszcze jedna rzecz, którą chciałbym wykorzystać do nauki angielskiego: oglądanie filmów lub seriali w oryginale.

Friends

W pierwszej kolejności celuję w serial Friends, który dobrze nadaje się do osłuchiwania z angielskim. Ciężko mi się jednak za to zabrać, bo od długiego czasu nie oglądam telewizji jako takiej, a filmy i seriale również ograniczyłem do minimum bliskiego zeru. Reasumując: ten cel długo jeszcze nie zniknie z listy TODO. Chyba, że po prostu z niego zrezygnuję.

Podsumowanie

Uff… Trochę tego wyszło. Cóż, mam nadzieję, że przyda Ci się chociaż część tego co tu napisałem. Chętnie dowiem się również jakie Ty masz sposoby na uczenie się języka angielskiego? Korzystasz z czegoś co opisałem powyżej? Podziel się proszę swoimi opiniami i wrażeniami w komentarzach poniżej.

Bądź na bieżąco!

Podobają Ci się treści publikowane na moim blogu? Nie chcesz niczego pominąć? Zachęcam Cię do subskrybowania kanału RSS, polubienia fanpage na Facebooku, zapisania się na listę mailingową:




Uwaga! Jeżeli w ciągu 24-godzin od zapisania się na listę mailingową nie otrzymasz wybranego przez siebie prezentu to skontaktuj się ze mną.

Zgoda? Zapisując się do newslettera wyrażasz zgodę na przesyłanie Ci starannie wyselekcjonowanych informacji marketingowych. Powyższe dane są przechowywane w systemie MailChimp i nie są udostępniane nikomu więcej.

lub śledzenia mnie na Twitterze. Generalnie polecam wykonanie wszystkich tych czynności, bo często zdarza się tak, że daną treść wrzucam tylko w jedno miejsce. Zawsze możesz zrobić to na próbę, a jeśli Ci się nie spodoba – zrezygnować :)

Chcesz więcej? W takim razie zapraszam Cię do dołączenia do powiązanych grup na Facebooku, gdzie znajdziesz dodatkowe informacje na poruszane tutaj tematy, możesz podzielić się własnymi doświadczeniami i przemyśleniami, a przede wszystkim poznasz ludzi interesujących się tą samą tematyką co Ty.

W grupie Programista Na Swoim znajdziesz wiele doświadczonych osób chętnych do porozmawiania na tematy krążące wokół samozatrudnienia i prowadzenia programistycznej działalności gospodarczej. Vademecum Juniora przeznaczone jest zaś do wymiany wiedzy i doświadczeń na temat życia, kariery i problemów (niekoniecznie młodego) programisty.

1 000 000 zł

Milion złotych. Tak, milion złotych. Milion złotych to cel, który sobie postawiłem jakiś czas temu. Chcę zarobić milion złotych na tym blogu. Do tej pory zebrało się 37 102,41 zł, więc jak widzisz jest już co pokazać, ale do celu nadal sporo brakuje. Jeszcze nie wiem do końca jak, ale to zrobię. Na pewno nigdy nie będę pobierał żadnych opłat za dostęp do treści, bo tymi chcę się po prostu dzielić.

Wysoko ponad ten milion stawiam na szerzenie wiedzy i dotarcie do jak największej liczby osób. I tu mam prośbę do Ciebie: jeśli uważasz, ten artykuł za wartościowy, to udostępnij go proszę swoim znajomym. Przy lewej lub dolnej (na małych wyświetlaczach) krawędzi ekranu znajdziesz przyciski, które Ci to ułatwią. Jeżeli ich nie widzisz, to najprawdopodobniej zostały zablokowane przez Twój program do blokowania reklam. Niezależnie od tego, czy prześlesz ten wpis dalej, czy nie, to ja i tak dziękuję Ci serdecznie za doczytanie do tego miejsca! Do przeczytania niebawem.

PS. Jeśli mój blog przypadł Ci do gustu tak bardzo, że chciał(a)byś mi się w jakiś sposób odwdzięczyć, to mam dla Ciebie kilka ciekawych propozycji, z których możesz skorzystać. Szczególnie gorąco zachęcam do wsparcia poprzez serwis Patronite, ale jeżeli zdecydujesz się na którąkolwiek z wymienionych opcji, to serdecznie Ci za to DZIĘKUJĘ!

Picture Credits
Tribute to Patrons