Nadeszła pora na kolejny wpis do pamiętników budowlanych. Dziś historia o tym, że czasem warto napełnić taczkę 🙂

Anegdota/żart/dowcipek

Jeżeli jeszcze nie znasz anegdoty o pustej taczce, to zaraz ją poznasz. Jeśli znasz, to sobie ją odświeżysz 🙂 Tak, czy inaczej jest to punkt odniesienia do tezy postawionej w tym artykule.

Na budowie pracownik jeździ z pustymi taczkami tam i z powrotem. Kierownik w końcu go pyta:

Kierownik: Dlaczego jeździsz z pustymi taczkami?

Pracownik: Bo szefie taki zapierdol, że nie mam czasu nawet załadować!

Moja historia

Podczas rzeczonego remontu korzystałem w dużej mierze z usług spokrewnionych fachowców zajmujących się zawodowo (lub po części zawodowo) budowlanką. Jeden z nich, najulubieńszy wujek mojej żony, był „głównodowodzącym” człowiekiem od brudnej roboty, a przynajmniej główno-wykonującym wszelkie wstępne roboty wyburzeniowo-przygotowawcze. Inaczej mówiąc – przygotowywał grunt pod wszelkie inne prace jak położenie glazury, montaż drzwi, czy malowanie (te akurat wykonywał sam). Nazwijmy go sobie Hed Bilder 😉

Golden Boj

Ze względu na to, że Hed dopiero co zmienił miejsce zatrudnienia, mógł pojawiać się u nas głownie weekendami. Nie był to żadem problem, bo HB to złoty chłopak jeżeli chodzi o robotę i pchanie jej do przodu. Gdyby nasz remont opierał się tylko na jego pracy i nie musielibyśmy synchronizować go z innymi fachowcami, to strzelam, że zająłby zaledwie 25% czasu, który finalnie poświęciliśmy. Mówię Ci, złoty chłopak 😉

Tombak

Niestety, po krótkim czasie okazało się, że Golden Boj nie był z 24-karatowego złota. Gorzej – tkwiła w nim odrobina tombaku. O co chodzi? Hed był dla mnie za szybki. Był za szybki dla kogokolwiek. Strusia Pędziwiatra dystansował na pierwszym wirażu 😉

No dobrze, ale gdzie tu problem? No właśnie… czy nie chciałem zakończyć remontu ASAP? No pewnie, że chciałem! Ale nie kosztem siedmiokrotnego wydłużenia czasu sprzątania 🙁

Osadzenie w kontekście

Największym wyzwaniem jakie wiązało się z remontem naszego mieszkania był fakt, że rzuciliśmy się na niego po 5-ciu latach zamieszkiwania. Mieszkanie było wypełnione meblami, a meble zgromadzonymi przez ten czas rzeczami. Do tego dorzućmy zabawki 2-letniego synka i osadźmy akcję na czwartym piętrze w bloku bez windy. Czy wspominałem już co obejmował remont? Całkowite odnowienie kuchni, łazienki i toalety, wymianę wszystkich drzwi (łącznie z wejściowymi), wymianę podłóg w całym mieszkaniu i malowanie na deser 😯

Zanim wystartowaliśmy z brudną robotą staraliśmy się z żoną zabezpieczyć jak najwięcej rzeczy, popakować w kartony, poprzykrywać, poobklejać. Jednak codzienne obowiązki i obecność energicznego 2-latka na pokładzie (if you know what I mean 😉 ) skutecznie nam to utrudniały. Zabezpieczyliśmy ile zdążyliśmy, a resztę zostawiliśmy na poranek w dzień rozpoczęcia remontu. Niedoszacowałem jednak możliwości Heda Bildera 😉

Kiedy zostawiłem go na 5 minut (dosłownie 5 minut!), żeby przynieść coś z samochodu, on wkroczył do akcji 🙂 Po powrocie moim oczom ukazał się taki oto obraz łazienki:

Łazienka po akcji Heda Bildera

Łazienka po akcji Heda Bildera

… a pył po skuwaniu cały czas wisiał w powietrzu 😀

Sytuacja nie zmieniła się do końca remontu:

Ja: Hed, poczekaj okleję te rurki. Nie będę później musiał zeskrobywać farby.

Hed Bilder: Nie ma czasu. Teraz to już się praktycznie nie nachlapie.

albo (po tym zrezygnowałem z jego pomocy przy położeniu podłogi 😉 ):

Ja: Hed, poświęćmy chwilę i dotnijmy podłogę tak, żeby to od razu ładnie wyglądało.

Hed Bilder: Daj spokój. Dotnij jak najszybciej. Przez ten czas to już pół podłogi ułożysz. Później poszukasz sobie maskownice.

i jeszcze:

Ja: Hed, poczekaj. Przykryję szafy, w środku są ubrania.

Hed Bilder: Nie trzeba. Z takiej małej powierzchni to już się dużo nie nakurzy. Szybko to skończę i będzie do przodu.

Itp., itd…

Jak to się ma do programowania?

Programowanie nie polega na bezmyślnym klepaniu kodu i pchaniu projektu do przodu. Kierowanie się zasadą „byle do przodu” w trakcie planowania, wyboru narzędzi i implementowania w początkowej fazie projektu powoduje zgagę i zwielokrotnienie kosztów na dalszym etapie prac implementacyjnych oraz w fazie utrzymania projektu. Idealnie byłoby, gdyby nie tylko programiści, ale również osoby decyzyjne zdawały sobie z tego sprawę.

Warto czasem zwolnić, a nawet się zatrzymać i sprawdzić czy prace podążają w dobrym kierunku. Być może od momentu kiedy wystartowaliśmy powstały bardziej precyzyjne rozwiązania od tych, na których się opieramy. Może warto poświęcić czas i posprzątać co nieco? Może spłaćmy kilka rat długu technologicznego? Sprawdźmy, czy wybrana przez nas droga jest tą najbardziej optymalną. To, że w danym momencie masz z górki, nie oznacza, że na 25. kilometrze nie trafisz na zarośla lub mokradła.

Morał

Dzień przed napisaniem tego artykułu, trafiłem na cytat, który idealnie podsumowuje opisaną tutaj sytuację:

Czy muszę coś dodawać? 🙂

Nie tylko programowanie

Opisana dzisiaj zasada sprawdzi się praktycznie w każdym aspekcie Twojego życia. Programowanie to tylko mały przykładzik. Zatrzymaj się czasem, podnieś głowę, rozejrzyj i sprawdź, czy aby na pewno jesteś tam gdzie się kierował[a|e]ś. Zatrzymaj się… żeby napełnić taczkę 🙂

Na koniec mam dla Ciebie jeszcze jeden z cytatów (mojego ulubionego „cytatodawcy”), który akurat skojarzył mi się z tą sytuacją:

Nie biegnij za szybko przez życie,
bo najlepsze rzeczy zdarzają się nam wtedy,
gdy najmniej się ich spodziewamy.
Gabriel Garcia Marquez

Dzisiaj trochę odjechałem, ale takie właśnie są pamiętniki budowlane… odjechane 😉 Mam nadzieję, że mimo wszystko wpis Ci się podobał. Chętnie dowiem się o tym z komentarzy poniżej. Jeśli coś Ci nie odpowiadało, to śmiało – jestem otwarty na wszelką (konstruktywną) krytykę i na takie komentarze także czekam 🙂

Podobają Ci się treści publikowane na moim blogu? Nie chcesz niczego pominąć? Zachęcam Cię do subskrybowania kanału RSS, polubienia fanpage na Facebooku, zapisania się na listę mailingową (spokojnie, nie rozsyłam spamu):



lub śledzenia mnie na Twitterze. Generalnie polecam wykonanie wszystkich tych czynności, bo często zdarza się tak, że daną treść wrzucam tylko w jedno miejsce. Zawsze możesz zrobić to na próbę, a jeśli Ci się nie spodoba – zrezygnować :)

Chcesz więcej? W takim razie zapraszam Cię do dołączenia do dedykowanej grupy na Facebooku, gdzie znajdziesz dodatkowe informacje na poruszane tutaj tematy, możesz podzielić się własnymi doświadczeniami i przemyśleniami, a przede wszystkim poznasz ludzi interesujących się tą samą tematyką co Ty.

1 000 000 zł

Milion złotych. Tak, milion złotych. Milion złotych to cel, który sobie postawiłem jakiś czas temu. Chcę zarobić milion złotych na tym blogu. Do tej pory zebrało się 4299,48 zł, więc jak widzisz jeszcze trochę brakuje. Jeszcze nie wiem do końca jak, ale to zrobię. Na pewno nigdy nie będę pobierał żadnych opłat za dostęp do treści, bo tymi chcę się po prostu dzielić.

Wysoko ponad ten milion stawiam na szerzenie wiedzy i dotarcie do jak największej liczby osób. I tu mam prośbę do Ciebie: jeśli uważasz, ten artykuł za wartościowy, to udostępnij go proszę swoim znajomym. Przy lewej lub dolnej (na małych wyświetlaczach) krawędzi ekranu znajdziesz przyciski, które Ci to ułatwią. Jeżeli ich nie widzisz, to najprawdopodobniej zostały zablokowane przez Twój program do blokowania reklam. Niezależnie od tego, czy prześlesz ten wpis dalej, czy nie, to ja i tak dziękuję Ci serdecznie za doczytanie do tego miejsca! Do przeczytania niebawem.

PS. Jeśli mój blog przypadł Ci do gustu tak bardzo, że chciał(a)byś mi się w jakiś sposób odwdzięczyć, to mam dla Ciebie kilka ciekawych propozycji, z których możesz skorzystać. Jeżeli zdecydujesz się na którąkolwiek z nich, to z góry bardzo Ci za to dziękuję!

Picture Credits