Kilkukrotnie na łamach bloga wspominałem, że podstawowym celem mojego przejścia na samozatrudnienie była optymalizacja finansowa i chęć samodzielnego zapewnienia sobie środków finansowych na emeryturze. Nigdy jednak nie wspomniałem w jaki sposób chciałbym to zrobić. I chociaż od długiego czasu miałem ten temat zakolejkowany, to nigdy nie był on wysoko na liście. Kiedy jednak jeden z moich patronów wspomniał o tym, to automatycznie nadałem sprawie większy priorytet. I oto jest 🙂 Krótka historia o tym jak planuję zapewnić sobie i swojej rodzinie lepszą przyszłość bez oglądania się na ZUS.

Co to ma wspólnego z samozatrudnieniem?

Jeżeli nie wiesz co ma wspólnego samozatrudnienie z optymalizacją finansową to zachęcam Cię do przeczytania mojego wcześniejszego artykułu na ten temat.

W skrócie chodzi o to, że pracując jako jednoosobowa działalność gospodarcza masz możliwość:

Wszystkie trzy powyższe czynniki powodują, że w Twojej kieszeni zostaje więcej pieniędzy niż byłoby to na etacie. Nie ma jednak róży bez kolców – mniejsze składki ZUS, to potencjalnie mniejsza emerytura z ZUS (choć i tak ma być malutka). Musisz więc zadbać o siebie sam i przynajmniej część nadwyżek finansowych odkładać na przyszłość. Za chwilę pokażę Ci jak robię to ja.

Disclaimer

Od razu zaznaczę, że nie jestem żadnym doradcą finansowym w rozumieniu jakiejkolwiek ustawy. Nie zamierzam tu niczego doradzać i nikogo do do niczego namawiać. Chcę Ci tylko pokazać jakie działania podejmuję ja i gdzie lokuję pieniądze. Być może zainspiruje Cię to do działania albo chociaż odczaruje pewne aspekty inwestycyjne, które mogą wydawać się magiczne kiedy patrzy się wyłącznie na topowych inwestorów świata. Z doświadczenia wiem, że podpatrywanie kogoś bardziej przyziemnego często inspiruje znacznie bardziej niż patrzenie na „gwiazdy”. Mam nadzieję, że podobnie będzie i w tym przypadku 🙂

Cykl artykułów "Samozatrudnienie - blaski i cienie"

Ten wpis jest częścią cyklu, w którym staram się rozwiać wszelkie wątpliwości na temat samozatrudnienia. Poszczególne artykuły są od siebie niezależne i możesz je czytać osobno, jednak przeczytanie wszystkich dostarczy Ci pakiet kompleksowej wiedzy.

  1. netto vs brutto
  2. Jak przejść na samozatrudnienie i nie dostać wrzodów żołądka?
  3. Kiedy opłaca się przejść z etatu na samozatrudnienie?
  4. Starcie z pierwszym kontraktem
  5. Co wynika z jednoczesnego prowadzenia działalności i pracy na etacie?
  6. Jak zapewnić sobie godną emeryturę bez ZUS?

Gdzie odkładam/inwestuję pieniądze na (niekoniecznie) daleką przyszłość?

Przejdźmy teraz krok po kroku przez narzędzia, których używam odkładając pieniądze na przyszłość.

IKZE, a potem IKE

Od grudnia 2016 roku IKZE, czyli Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego, jest moim podstawowym narzędziem inwestowania pieniędzy przeznaczonych na emeryturę. W niedalekiej przyszłości dorzucę do tego również IKE, czyli Indywidualne Konto Emerytalne.

Czym jest IKE i IKZE?

Po szczegóły odsyłam do bardziej wyspecjalizowanych w tych dziedzinach źródeł wiedzy w internecie, jak choćby do tego artykułu Michała Szafrańskiego. Ja postaram się to wyjaśnić najprościej i najkrócej jak się da.

Z grubsza rzecz biorąc, obydwa twory są częścią III filaru emerytalnego i „opakowują” kilka dostępnych na rynku finansowym narzędzi inwestycyjnych. Tymi narzędziami mogą być zarówno depozyty bankowe, fundusze inwestycyjne, jak i papiery wartościowe (i jeszcze kilka innych rzeczy). To na jakich zasadach działa ich „wnętrze” zależy od typu narzędzia oraz od instytucji, która dane narzędzie utrzymuje (bank, TFI, dom maklerski itp.). Generalnie wszystkie narzędzia inwestycyjne będące wnętrzem IKE lub IKZE mają swoje odpowiedniki działające bez tych opakowań i mogą bez nich żyć. Jednak z punktu widzenia inwestora (niekoniecznie tylko tego odkładającego na emeryturę) to właśnie opakowanie jest tutaj „truskawką na torcie” 😉

Plusy

Jako część III filaru obydwa opakowania są regulowane przez polskie prawo i „na zachętę” umożliwiają inwestującym optymalizację podatkową. Obydwa na swój sposób. IKE „chroni” nasze zyski przed podatkiem od zysków kapitałowych (tzw. podatkiem Belki), a wpłaty na IKZE można odliczyć od dochodu w PIT. Co ciekawe jest to jedyna tego typu ulga podatkowa, z której mogą skorzystać również osoby rozliczające się podatkiem liniowym, o czym pisałem już wcześniej.

Minusy

Są dwa główne zarzuty stawiane IKE i IKZE, które znajduję w internecie.

[PRAWDA/FAŁSZ] Rząd może położyć łapę na pieniądzach

Pierwszy z nich odnosi się do obawy przed tym, że jako instrumenty regulowane przez rządzących mogą w każdej chwili zostać zmienione i ktoś może położyć łapę na znajdujących się tam pieniądzach, jak stało się choćby z II filarem, czyli OFE. Jednak w odróżnieniu do OFE, III filar jest znacznie dalej od Rządu. To co jest regulowane, to tylko wspomniane „opakowania”. Znajdujące się wewnątrz pieniądze kontrolowane są poprzez zajmujące się nimi instytucje finansowe. W tym miejscu z kolei może odezwać się ktoś sceptycznie nastawiony do instytucji finansowych, ale dla takich osób nie mam rady 🙁 Jedyne co mogę podpowiedzieć, to trzymanie pieniędzy w szczelnej skarpecie 🙂 Przyszło nam żyć w czasach, w których tylko mały ułamek pieniędzy znajduje się fizycznie w naszych portfelach. Znakomita większość jest po prostu ciągiem bitów zapisanych gdzieś we wszechświecie 😉 Można się z tym godzić lub nie. IKE i IKZE są dla tych, którzy się z tym godzą.

[FAŁSZ] Pieniądze wybierzesz dopiero po sześćdziesiątce

Drugi główny zarzut to brak możliwości wcześniejszej wypłaty środków niż przed ukończeniem 60 lub 65 roku życia. Więc tak: najpierw ten zarzut zdementuję, a zaraz potem całkowicie podważę jego sensowność 😉 Nie jest bowiem prawdą, że pieniędzy nie można ruszyć do sześćdziesiątki – prawdą jest tylko to, że jeżeli je ruszysz przed terminem, to musisz zapłacić należny podatek, z którego normalnie obydwa „opakowania” Cię zwalniały. Tylko czy taki zarzut ma w ogóle sens? Przecież zarówno IKE, jak i IKZE są instrumentami dedykowanymi gromadzeniu kapitału na emeryturę, a zgodnie z założeniami ta zaczyna się w Polsce w okolicach 60-ki.

[PRAWDA] Limity wpłat

Oprócz dwóch głównych zarzutów, również limity wpłat mogą być dla niektórych minusem. Każdego roku określana jest bowiem maksymalna kwota jaką można na IKE lub IKZE wpłacić. W 2018 roku jest to odpowiednio 13329,00 zł oraz 5331,60 zł. Limity nie powinny jednak dziwić. Gdyby ich nie było, to równie dobrze Rząd mógłby znieść podatek Belki lub wprowadzić ulgę podatkową dla oszczędzających zamiast III filaru.

[PRAWDA] Zdrowa łupina, ale zgniły środek

W internecie można naczytać się również narzekań na straty jakie ludziom przynosi IKE lub IKZE. To jest absolutne kłamstwo. Te dwa instrumenty same nie przynoszą ani zysków, ani strat. Wyniki inwestycji uzależnione od tego co dana implementacja IKE lub IKZE opakowuje, jak zarządzamy zainwestowanymi pieniędzmi oraz od prowizji i opłat, które pobierają instytucje prowadzące konkretne narzędzia. Dlatego też często instrumenty trzeciego filaru przyjmują na siebie ciosy, które w rzeczywistości należą się instytucją finansowym bądź niedoświadczonym inwestorom.

Co opakować?

Jak już wspomniałem, IKE i IKZE są tylko opakowaniami innych instrumentów finansowych i zarówno ryzyko strat, jak i wysokość potencjalnych zysków zależy właśnie od nich. Co mamy do wyboru? W kolejności od najmniej ryzykownych: lokaty bankowe, konta oszczędnościowe, obligacje skarbowe, fundusze inwestycyjne, dobrowolne fundusze emerytalne, polisy na życie z funduszem kapitałowym oraz rachunki maklerskie. Tak jak już wspomniałem – nie ma tu praktycznie niczego, z czego nie moglibyśmy skorzystać również bez opakowania w postaci IKE lub IKZE.

Ja osobiście, na chwilę obecną posiadam IKZE w postaci rachunku maklerskiego prowadzonego przez mBank Dom Maklerski. Dlaczego zdecydowałem się na najbardziej ryzykowną z opcji?

Inwestowanie (nie granie!) na giełdzie

Wielu patrzącym z boku laikom (w tym jakiś czas temu również mi) giełda kojarzy się z maklerami w czerwonych szeklach krzyczącymi: Kupuj!, Sprzedaj! 🙂 Nie twierdzę, że tak nie jest. Być może gdzieś, w dalekich krainach… To skojarzenie wiążę się jednak z pojęciem grania na giełdzie, czyli najprościej mówiąc reagowania na bieżące czynniki, które mogą wpływać na wyceny notowanych spółek i odpowiednie kupowanie/sprzedawanie ich akcji. Celem jest uzyskanie jak najlepszego wyniku finansowego tu i teraz. To jest właśnie to ryzykowne podejście do giełdy.

Istnieje również drugie, całkowicie opozycyjne podejście do tematu. Jest nim inwestowanie długoterminowe. Nie chcę zagłębiać się w szczegóły, ale generalnie chodzi o to, że zamiast ładować duże pieniądze jednorazowo w określoną spółkę i liczyć, że kiedyś wyrośnie z niej drugie Apple, Google, czy Microsoft, to wpłaca się cyklicznie mniejsze kwoty i inwestuje w kilka wybranych aktywów. Dzięki temu koszt zakupu akcji uśrednia się w dłuższym okresie czasu, a historia pokazuje, że duże, stabilne spółki (np. te z kapitałem Skarbu Państwa) na przestrzeni lat również przynoszą zyski, nawet pomimo chwilowych zawahań, czy giełdowych recesji. Do takiego podejścia trzeba jednak dojrzeć i się uzbroić. Przede wszystkim w grubą skórę i cierpliwość. Wahania kursów potrafią być duże, a jeżeli z pierwszym zakupem akcji trafisz akurat w momencie podwyższonej ceny, to przez długie tygodnie/miesiące (dopóki kurs zakupu się nie uśredni) będzie wyglądało na to, że ciągle tracisz. Najlepsze rozwiązanie: oduczyć się ciągłego zerkania na notowania i realizowania założonego planu choćby się waliło i paliło 🙂

To jest tak naprawdę temat rzeka (jeśli chcesz to możemy podyskutować o tym w komentarzach) i nie ma 100% pewności, że mimo długoterminowego podejścia nie trafisz w spółkę, która nie zbankrutuje. Trzeba się z tym liczyć. Niezależnie od strategii, przed kupnem pierwszych giełdowych aktywów warto zapoznać się z podstawowymi terminami i mechanizmami jakie w tym świecie obowiązują. To na pewno się przyda. Pewnym jest również to, że po obraniu właściwego kursu, inwestowania długoterminowe nie wymaga bardzo dużego zaangażowania czasowego. Co akurat dla mnie ma duże znaczenie.

Dodatkowy sposób na zmniejszenie ryzyka

Znam dwa sposoby na dodatkowe zniwelowanie ryzyka strat i/lub zwiększenie prawdopodobieństwa wyższych zysków.

ETF-y

Pierwszym z nich jest inwestowanie w ETF-y.

ETF (skrót od: exchange traded fund) to fundusz inwestycyjny, którego celem jest odzwierciedlenie określonego indeksu giełdowego. Tytuły uczestnictwa w danym funduszu notowane są na giełdzie i to je kupuje się lub sprzedaje.

Dlaczego ETF-y są „bezpieczniejsze”? Właśnie dlatego, że opierają się na indeksach giełdowych, a te obliczane są na podstawie wyceny akcji konkretnych grup spółek (często tych największych), a więc nawet jeśli jedna spółka zaliczy duży spadek cen akcji, to na całym indeksie odbije się to w znacznie mniejszym stopniu.

Dlaczego zwiększają szanse na zysk? Patrząc na coroczne wyniki takich indeksów, to jednego roku przynoszą one straty, a innego zyski. Jednak z perspektywy kilku lub kilkunastu lat, to do tej pory wychodziły na plus.

Przykład: WIG20 to indeks giełdowy 20 największych spółek akcyjnych notowanych na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, a odwzorowującym go ETF-em jest ETFW20L.

W ostatnim czasie, to właśnie ETF-y są w dużej mierze celem inwestycyjnym na moim koncie IKZE.

Spółki wypłacające dywidendy

Drugą opcją, którą również warto rozważyć jest inwestowanie w spółki dywidendowe, czyli te, które dzielą się zyskami ze swoimi akcjonariuszami. Co prawda nie zmniejszymy przez to znacząco ryzyka strat, ale możemy zwiększyć szanse na osiągniecie satysfakcjonującego rezultatu.

Co oprócz tego?

IKE/IKZE i inwestowanie w ETF-y, czy spółki dywidendowe to plan długoterminowy dla pieniędzy, które faktycznie dedykuję „dalszej przyszłości”.

Oszczędności, które chcę mieć „pod ręką”, tak na wszelki wypadek, wrzucam po prostu na krótkoterminowe lokaty lub konta oszczędnościowe. Kokosów z tego nie ma, ale nie ma też możliwości poniesienia straty, a w zamian jest elastyczność.

Od czasu do czasu, bardzo hobbystycznie pomnażam nadwyżki finansowe na rynku NewConnect, na którym notowanych jest m.in. wiele aspirujących firm z sektora nowych technologii (w tym gier komputerowych).

Podoba Ci się ten wpis?

Rzuć okiem na mój profil na Patronite.

Co planuję w przyszłości?

W dalszej perspektywie planuję ulokować część oszczędności w nieruchomościach na wynajem. Będę celował w specyficzne okazy, które pojedynczo mogą nawet przynosić stratę, ale rozliczane pod dodatkowym PKD w działalności gospodarczej będą generowały zysk.

Wyjaśniając o co chodzi pozwolę sobie przytoczyć fragment 84. odcinka Więcej Niż Oszczędzanie Pieniędzy autorstwa Michała Szafrańskiego:

Zamierzam kupować mieszkania z rynku wtórnego. Kupując takie mieszkanie, które było wcześniej użytkowane przez pięć lat, mamy prawo zastosować jako osoby, które je wynajmują najemcom, stawkę amortyzacji w wysokości 10% rocznie. Czyli jeżeli kupiłem mieszkanie za 400 tys. zł, to co roku mam prawo odpisać sobie na papierze 40 tys. zł rocznie. To jest „papierowy koszt”, ja go fizycznie nie ponoszę, ja już go poniosłem przy zakupie mieszkania, płacąc te 400 tys. zł. Dzieląc przez 12, to jest 3300 zł miesięcznie. Jest to tzw. odpis amortyzacyjny. Nawet jeżelibym na tym mieszkaniu nie zarabiał, wychodziłbym totalnie na zero lub na minus, to uwzględniając to, że mam wysokie przychody w mojej działalności gospodarczej, a wynajem mieszkań również będę rozliczał w ramach działalności gospodarczej – mieszkania kupuję na siebie, a będę rozliczał w działalności gospodarczej – to sam zysk na odpisie amortyzacyjnym wynosi 19% tej kwoty, bo płacę podatek liniowy. Czyli 3300 zł odpisu amortyzacyjnego co miesiąc, krótko mówiąc, zmniejsza mój płacony podatek o 627 zł miesięcznie.

Jeżeli temat Cię zainteresował, to zachęcam do przesłuchania całego odcinka. Znajduje się w nim kilka ciekawych spostrzeżeń na temat inwestowania w nieruchomości.

Gdzie jeszcze kieruję swój wzrok?

Przez pewien moment lokowałem pieniądze w fundusze inwestycyjne, jako „mniej wymagającą czasowo” alternatywę dla inwestowania na giełdzie. Szybko jednak z tego zrezygnowałem gdy dowiedziałem się o wspomnianych wyżej ETF-ach i spółkach dywidendowych.

Od czasu do czasu zerkam również na obligacje. Dawniej zastanawiałem się nad korporacyjnymi, ostatnio mój wzrok przyciągnęły obligacje skarbowe, szczególnie te indeksowane inflacją. Ani w jednym, ani w drugim przypadku nie zdecydowałem się jeszcze jednak na ich zakup.

Osoby, które warto obserwować

W internecie można znaleźć wiele źródeł wiedzy na poruszone przeze mnie powyżej tematy. Znacząca większość jest niestety słabej jakości. Nie mniej jednak udało mi się znaleźć kilka osób, które w bardzo przystępny i rzetelny sposób dzielą się swoją wiedzą na temat inwestowania i oszczędzania na przyszłość. Poniżej wymieniłem tych, których publikacje regularnie śledzę i z czystym sumieniem mogę polecić również Tobie:

O rozwiązaniach III filaru i długoterminowych inwestycjach przeczytasz praktycznie u każdego z tych panów. Jeżeli zainteresował Cię temat, to naprawdę warto przejrzeć ich dotychczasowe artykuły i dodać blogi do swojego ulubionego czytnika RSS. BTW. czy mój już dodał[a|e]ś? 😉

Finansowy Ninja

Jeżeli zamiast przeglądania wszystkich blogów chciał(a)byś dostać bardziej skondensowaną wiedzę na temat oszczędzania (na bliską lub daleką przyszłość), to śmiało mogę polecić Ci lekturę książki Finansowy Ninja, autorstwa (wymienionego na pierwszym miejscu powyżej) Michała Szafrańskiego. Znajdziesz w niej dużo, dużo więcej skondensowanej wiedzy na temat finansów osobistych, a o szczegółach odnośnie zawartości możesz dowiedzieć się z opublikowanej przeze mnie recenzji.

(Prawie) nigdy nie straciłem na tego typu inwestycjach

Żaden ze mnie Warren Buffett, ale muszę przyznać, że sumarycznie na inwestowaniu na giełdzie do tej pory nie straciłem. Nawet w tej chwili mam do rozliczenia jakiś drobny przychód z zeszłorocznego inwestowania na rynku NewConnect. Wynika to głównie z tego, że inwestuję raczej zachowawczo, tylko w rzeczy, które rozumiem. Nauczyłem się już również nie robić gwałtownych ruchów, tylko spokojnie czekać. Czas leczy rany i bessę na giełdzie 😉

Nie zawsze jednak tak było. Pamiętam, że na początku mojej giełdowej przygody myślałem sobie, że bez żadnej wiedzy tu kupię, tam sprzedam i będą z tego miliony 🙂 Skończyło się na tym, że co 15 minut zerkałem na notowania i denerwowałem się kiedy tylko kurs akcji skierował się choćby o grosz w dół 😀 Szybko z tego zrezygnowałem, bo uznałem, że to nie na moje nerwy. Do giełdy wróciłem gdzieś dopiero po roku lub dwóch, ale tym razem z podstawową wiedzą teoretycznym o co w tym wszystkim chodzi. Tak było.

Polisolokata AXA

Inwestowania w produkty, które rozumiem także nauczyłem się na własnej skórze. I tu pojawia się właśnie to „prawie” z poprzedniego nagłówka. Biorąc bowiem kredyt hipoteczny daliśmy sobie wcisnąć polisolokatę firmy AXA, która miała być „lekiem na całe zło” i cudownym narzędziem do gromadzenia oszczędności. W praktyce okazało się jednak, że była to konstrukcja tak pokrętna, że całe zyski (a nawet więcej) z wpłacanych pieniędzy zostały zjadane przez opłaty administracyjne. Mimo, że dosyć szybko zorientowałem się o co w tym wszystkim chodzi, to cyrograf był tak skonstruowany, że jego zerwanie w początkowym okresie skutkowało koniecznością oddania praktycznie wszystkich wpłaconych pieniędzy. Z każdym rokiem opłata likwidacyjna (bo tak to się fachowo nazywało) miała maleć, a że udawało się trzymać lekko nad kreską, to postanowiliśmy poczekać. W pewnym momencie jednak nie wytrzymałem ciągłego rozmyślania czy może właśnie nie straciliśmy połowy odłożonych pieniędzy (bo i takie sytuacje w najczarniejszych czasach polisolokat miały miejsce) i zerwaliśmy umowę ponosząc niedużą stratę, ale zyskując święty spokój.

Lesson learnt: przeczytaj uważnie umowę instrumentu finansowego, które Ci ktoś proponuje. Jeżeli jej nie rozumiesz, to nie podopisuj!

BTW. Wzięcie kredytu hipotecznego na zakup mieszkania, to również rzecz, którą warto dobrze przemyśleć. Jeżeli nie masz naprawdę dobrego, zaufanego doradcy kredytowego, to pewnym rozwiązaniem jest pochylenie się nad kursem Kredyt hipoteczny krok po kroku autorstwa Marcina Iwucia i nabranie kompleksowej wiedzy o co w tym wszystkim chodzi i gdzie można najwięcej ugrać.

Pamiętaj o teraźniejszości

W całym tym oszczędzaniu na przyszłość warto jest pomyśleć również o… teraźniejszości. Tak, teraźniejszości. Często zdarza się bowiem tak, że w pędzie za marzeniami o dostatniej przyszłości, czy wolności finansowej zarzynamy się za młodu tylko po to, żeby uświadomić sobie po czterdziestce, pięćdziesiątce, czy sześćdziesiątce, że pieniądze są, ale… już nam się nic nie chce, a kiedy kilka(naście) lat temu jeszcze nam się chciało, to zarzynaliśmy się właśnie po to, żeby być tu gdzie jesteśmy. Wszystko z umiarem i rozwagą.

Mój świętej pamięci dziadek powtarzał wiele różnych powiedzonek. Do tej pory nie wiem, które skądś zaczerpnął, a które wymyślił sam 🙂 Jednym z nich było: indyk myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli. Niech to będzie Twoje motto w kierowaniu się podczas wyważania pomiędzy chwilą obecną, a przyszłością 😉

Ostateczne przesłanie

Uff… koniec. Dzisiejszy artykuł wyszedł dosyć długi, ale też było o czym pisać. A tak naprawdę to ledwo prześlizgnąłem się po tematyce oszczędzania/inwestowania na bliską i daleką przyszłość. Jeżeli któryś temat Cię zainteresował i chciał(a)byś dowiedzieć się więcej, to zachęcam do pozostawienia komentarza poniżej – postaram się dopowiedzieć wszystko co wiem. Zachęcam również do śledzenia pięciu powyższych panów – oni prześwietlają tę tematykę wzdłuż i wszerz 🙂

Na sam koniec przesłanie dla wszystkich tych, którzy pokręcą nosem, że nie potrafią inwestować i że to nie dla nich. Nie ważne! Nie chcesz inwestować, to nie inwestuj… ale oszczędzaj. Oszczędzanie jest za trudne? Zasada jest prosta: wydawaj mniej niż zarabiasz. Tyle. Raczej pewnym jest, że pieniądze będą traciły na wartości, tak jak tracą do tej pory – za tą samą kwotę dziś możemy kupić znacznie mniej niż choćby 5 lat temu. Z niepomnażanymi, nieinwestowanymi pieniędzmi stanie się to samo, tylko że to naprawdę nie mam tak dużego znaczenia jak sam fakt odkładania pieniędzy. I tym optymistycznym akcentem zakończmy 🙂

PS. Trzeba mieć fantazje, dziadku 😀

Na koniec przypomniało mi się jeszcze, jak towarzystwa ubezpieczeniowe reklamowały swoje OFE (tzw. II filar), kiedy w 1999 roku wchodziła reforma emerytalna (która zresztą po części została już zaorana):

Aż łezka się w oku kręci, jak miało być pięknie 😉

Bądź na bieżąco!

Podobają Ci się treści publikowane na moim blogu? Nie chcesz niczego pominąć? Zachęcam Cię do subskrybowania kanału RSS, polubienia fanpage na Facebooku, zapisania się na listę mailingową:




Uwaga! Jeżeli w ciągu 24-godzin od zapisania się na listę mailingową nie otrzymasz wybranego przez siebie prezentu to skontaktuj się ze mną.

Zgoda? Zapisując się do newslettera wyrażasz zgodę na przesyłanie Ci starannie wyselekcjonowanych informacji marketingowych. Dane są przechowywane w systemie MailChimp i nie są udostępniane nikomu więcej.

lub śledzenia mnie na Twitterze. Generalnie polecam wykonanie wszystkich tych czynności, bo często zdarza się tak, że daną treść wrzucam tylko w jedno miejsce. Zawsze możesz zrobić to na próbę, a jeśli Ci się nie spodoba – zrezygnować :)

Chcesz więcej? W takim razie zapraszam Cię do dołączenia do powiązanych grup na Facebooku, gdzie znajdziesz dodatkowe informacje na poruszane tutaj tematy, możesz podzielić się własnymi doświadczeniami i przemyśleniami, a przede wszystkim poznasz ludzi interesujących się tą samą tematyką co Ty.

W grupie Programista Na Swoim znajdziesz wiele doświadczonych osób chętnych do porozmawiania na tematy krążące wokół samozatrudnienia i prowadzenia programistycznej działalności gospodarczej. Vademecum Juniora przeznaczone jest zaś do wymiany wiedzy i doświadczeń na temat życia, kariery i problemów (niekoniecznie młodego) programisty.

1 000 000 zł

Milion złotych. Tak, milion złotych. Milion złotych to cel, który sobie postawiłem jakiś czas temu. Chcę zarobić milion złotych na tym blogu. Do tej pory zebrało się 31 567,51 zł, więc jak widzisz jest już co pokazać, ale do celu nadal sporo brakuje. Jeszcze nie wiem do końca jak, ale to zrobię. Na pewno nigdy nie będę pobierał żadnych opłat za dostęp do treści, bo tymi chcę się po prostu dzielić.

Wysoko ponad ten milion stawiam na szerzenie wiedzy i dotarcie do jak największej liczby osób. I tu mam prośbę do Ciebie: jeśli uważasz, ten artykuł za wartościowy, to udostępnij go proszę swoim znajomym. Przy lewej lub dolnej (na małych wyświetlaczach) krawędzi ekranu znajdziesz przyciski, które Ci to ułatwią. Jeżeli ich nie widzisz, to najprawdopodobniej zostały zablokowane przez Twój program do blokowania reklam. Niezależnie od tego, czy prześlesz ten wpis dalej, czy nie, to ja i tak dziękuję Ci serdecznie za doczytanie do tego miejsca! Do przeczytania niebawem.

PS. Jeśli mój blog przypadł Ci do gustu tak bardzo, że chciał(a)byś mi się w jakiś sposób odwdzięczyć, to mam dla Ciebie kilka ciekawych propozycji, z których możesz skorzystać. Szczególnie gorąco zachęcam do wsparcia poprzez serwis Patronite, ale jeżeli zdecydujesz się na którąkolwiek z wymienionych opcji, to serdecznie Ci za to DZIĘKUJĘ!

Picture Credits
Tribute to Patrons